Kończy się karnawał, wkrótce wielki post, okres wstrzemięźliwości od jadła, napojów i wszelkich życiowych uciech. Tradycją stało się spędzanie tych ostatnich karnawałowych dni na ucztowaniu, zabawach i tańcach.

Karnawał to chyba najpiękniejszy okres w roku pełen bali, maskarad i zabaw
Karnawał to chyba najpiękniejszy okres w roku, pełen bali, maskarad i zabaw (by aprilbell )

Końcówka karnawału, a dokładnie trzy ostatnie dni przed Środą Popielcową rozpoczynającą wielki post, w historii zwyczajów i obrzędów i w zależności od regionu kraju, znana jest pod nazwą mięsopustu, ostatków lub szalonych czy diabelskich dni. Najbardziej trafna jest chyba nazwa szalonych dni, gdyż ucztowanie i zabawy w tym czasie nie miały żadnych ograniczeń. Określano ten czas jako przez samego diabła wymyślony.

Zabawy były w każdym miejscu – w domach i w karczmach. Aby godnie spędzić mięsopust czyniono wielkie przygotowania polegające głównie na naszykowaniu wielkich ilości jedzenia. Bite były świnie i wyrabiane z nich najróżniejsze wyroby, które w czasie tych szalonych dni należało spożyć. Gdy zjedzone zostały wyroby w jednym domu, ucztujący przechodzili do następnego domu i tak to trwało przez całe trzy dni. Na stołach obok mięsa i wędlin nie brakowało też innego pożywienia. Były pierogi nadziewane kaszą zwaną jagłami, „maćki”, czyli wypełnione kaszą świńskie żołądki, jajka pod różnymi postaciami – gotowane, smażone, potrawy z grochu i kapusty. A do tego nieograniczone ilości piwa i wódki.

Szykowanie tak wielkiej ilości różnego jadła i napojów miało swoją wymowę – taka obfitość zapewniała urodzaj, dobrobyt oraz wystarczającą ilość pożywienia na cały następny rok. I trzeba było zjeść wszystko, co zostało naszykowane, żeby wróżby się spełniły, a częstotliwość jedzenia porównywane była do machania ogonem przez psa. Przy ucztowaniu nie mogło również zabraknąć tańców. Te również miały swoją wymowę uważaną za magiczną.

Jednym z takich charakterystycznych tańców był taniec znany pod nazwą „len i konopie”. Tańczyły go gospodynie podskakując jak tylko mogły najwyżej, wierząc, że od tego zależy wysokość roślin. Wyglądało to często jak harce czarownic na sabacie, zwłaszcza gdy gospodynie wyprawiając te skoki głośno pohukiwały lub używały w tańcu kociub, czyli drewnianych łopat służących do wkładania i wyciągania chleba z pieców lub przegarniania węgla w piecu. Kobiety tańczyły samotnie, zdarzało się jednak, że zmusiły do takiego tańca kręcącego się w pobliżu mężczyznę, który nie chcąc dłużej brać w takiej ceremonii udziału musiał wykupić się wręczając kobietom piwo lub wódkę. Mężczyźni nie urządzali tańców w domach, balowali za to w karczmach, a często zdarzało się, że przez takie igraszki nie zaglądali do domów przez trzy dni.

Nieraz ogarnięci zabawą i zamroczeni alkoholem nie słyszeli że wybiła północ i nastała Środa Popielcowa zwana często Wstępną. A jak wierzono, sam diabeł siedzący na piecu w karczmie spisywał wszystkich tańczących a takich zapominalskich szczególnie. Bale i ucztowania urozmaicały liczne występy. Przebierano się w różne stroje i takie gromady, zwane przebierańcami nawiedzały domy. Przebierano się za cygana i cygankę trzymających wykonane ze słomy dziecko, za Żyda, policjanta, młodą parę. Noszono ze sobą wykonane maski zwierząt lub – jak np. w rejonie tarnobrzeskim – chodzono w korowodzie z  niedźwiedziem.

Słomianego niedźwiedzia prowadziła na sznurku Kaśka, którą w rzeczywistości był młody chłopak. Odwiedzał on z tym niedźwiedziem wszystkie obejścia tańcząc zapustowy taniec „na len i konopie”, a do tradycji należało usuwanie przez gospodynie z niedźwiedzia źdźbeł słomy i kładzenie ich na jajka wysiadywane przez gęsi, aby wykluły się ładne i zdrowe młode gąski. Głównymi jednak i najbardziej charakterystycznymi przebierańcami tych obrzędów były draby odwiedzające domostwa i składające życzenia. Ich pojawienie się w domu miało zapewniać szczęście. Jednak ich wygląd był odstraszający, bały się zwłaszcza dzieci, a i dorośli nie mogli rozpoznać, kto kryje się za tym okropnym przebraniem i często nie poznawano nawet najbliższych sąsiadów.

Draby zwykle występowali we dwójkę, dziad z babą. Ich twarze były uczernione sadzą, mieli duże czerwone nosy, wielkie i krzywe zęby, niekiedy zakładali na twarze maski ze skóry królika. Cały wizerunek uzupełniały słomiane lub z sitowia czapki na głowach, powrósła ze słomy pookręcane wokół ciała i wystający na plecach garb. W czasie zapustów należało koniecznie znaleźć męża lub żonę. Gdy młodzi tego nie dokonali, często byli ofiarami dość okrutnych zabaw, np. samotne jeszcze dziewczyny zaprzęgnięte do bali prowadzone były przez wieś. Zabawy, tańce i ucztowania kończyły się jednak we wtorek z wybiciem północy i rozpoczęciem wielkiego postu. Na ten znak kobiety usuwały korale, a muzycy zrywali struny z instrumentów. Tak przed laty obchodzono szaleńcze dni, które dzisiaj odeszły już do historii.

Menu

 

Polecamy

  Zrób rezerwację na noclegi w warszawie a my damy Ci do 75 procent rabatu. To nie żart. Zapraszamy | oferty mieszkań szczecin | meble antyczne | odkurzacz zelmer | nowy styl | naklejki na ścianę